Ciuciubabka z dopuszczającą

Od czasów wprowadzenia skali sześciu ocen w miejsce czterech minęło 31 lat (1999). Oceny 1-6 zastąpiły “wysłużony system 2-5”. Dawna “dwója” (2=ndst.) miała moc współczesnej “jedynki” (1=ndst.) i oznaczała brak promocji, przymus zdawania w sierpniu egzaminu poprawkowego (maks. z dwóch przedmiotów).

Początki 21 wieku przyniosły także inne zmiany. Szkoła reformowała się organizacyjnie. Pojawiły się gimnazja, powołano CKE (i OKE) i wprowadzono trzy egzaminy oceniane zewnętrznie. W szkołach średnich od 2005 r. maturzyści zdawali Nową Maturę (do 2015 r.) a Rząd RP (MEN) zlecił PAN stworzenie nowoczesnego narzędzia monitorowania jakości pracy szkół, czyli nauczycieli nazwane “Edukacyjną wartością dodaną” (wskaźnik EWD). Zaczęło “skanować” wyniki egzaminów zewnętrznych od 2005 r. Na wszystkie te reformy, innowacje i programy wydano miliardy złotych. Nadaremnie.

Od r. 2015 nie ma już gimnazjów (łącznie z infrastrukturą), egzaminu po 6. klasie, zmieniono zasady dawnej Nowej Matury. Trudno doszukać się w większości ze wspomnianych zmian pozytywnych wartości, za którymi się oglądamy i odczuwamy ich brak w życiu szkoły. Dotyczy to także skali ocen 1-6 zaplanowanej dla “nowych czasów” i tłumnie zaludnianych korytarzy szkolnych, które z powodów wstąpienia Polski do UE i masowej emigracji młodych pokoleń znacznie opustoszały. W każdym razie skala ocen 1-6 także powinna zniknąć.

Fatalny wpływ na oświatę miał i ma wskaźnik EWD piętnujący pracę wybranych tylko grup nauczycieli odpowiedzialnych za wyniki egzaminów zewnętrznych. Spowodowało to zjawisko “zdziczenia umysłów” do tej pory spolegliwych pracowników szkół (zob. Szkoła barbarzyńców). Przyczyniło się do negatywnych zjawisk.

EWD, brak jednolitego transparentnego systemu oceniania w całej Polsce i demoralizująca “dopuszczająca” są na równi odpowiedzialne za wzrost frustracji, depresji i agresji szkolnej w gimnazjach i upadek etyczny tego modelu organizacyjnego.

Dopuszczająca niewydolność

Ocena “2” – “dopuszczający(a)” w gwarze szkolnej nazywana bywa “dopalaczem”, “dopem, dopką, dopychaczem” i in., co ma znaczenie także metaforyczne i sumujące zjawisko oceniania. Początkowo nosiła nazwę “miernej”, co szkolna brać podchwycała w złośliwych momentach, rzucając w siebie epitetami typu: “Ty miernoto jedna!”.  Szybko więc przemianowano “mierną” na “dopuszczającą”, choć bardziej pasowałaby po prostu nazwa “promująca”, ponieważ ocena ta jest najniższą do osiągnięcia gwarantującą przejście ucznia z klasy do klasy.

Dawną funkcję “2” – “braku promocji” (ndst. zwana w gwarze “dwóją” lub “pałą”) przejęła “jedynka”. Jako że powszechnie nie bardzo wiedziano, jaką rangę nadać “dwójce”, przyjęło się mówienie o niej, iż chodzi o co najmniej 30% opanowania programu nauczania, co do dzisiaj wzbudza kontrowersje, wystarczy zerknąć na kilka statutów szkół dostępnych w internecie (zob. w google “średnia ważona). Gwarantują one promocję ze średnią oceną np. 1,5, 1,51 aż do 1,9 itp., więc nie chodzi o 30% podstawy programowej, bo np. 1,5 to nie 30%. Gdyby faktycznie ocena “2” wyznaczała barierę procentową, nadzór, jakikolwiek – od dyrektora szkoły po ministrów MEN – reagowałby na “złe zapisy” statutów, czyż nie?

Tak się złożyło w początkach 21 wieku, iż Polska wstąpiła do UE, co spowodowało masowy exodus młodych pokoleń za pracą na Zachód. Np. na Wyspach UK rodziły się nowe pokolenia Polonii, do której dojeżdżały też rodziny z RP, “ogołacając” szkolne korytarze z uczniów. Nastały ciężkie lata niżu demograficznego. Przełożyło się to na interpretowanie i określanie oceny “dopuszczającej”. Zyskała ona  zupełnie inne znaczenie zawierające odwołania do sytuacji demograficznej. Nieformalnie i formalnie nazywa się ją do dzisiaj oceną “za chodzenie” do szkoły.

Aby dostać “dopka” w półroczu w szkole średniej, trzeba przyjść na lekcję, sprawiać wrażenie zainteresowanego tematem, kiwając od czasu do czasu głową i “nie pyskować” nauczycielowi. Ot, cała tajemnica promocji. Jeśli dostanie się ndst., prosi się nauczyciela o poprawę w łagodniejszej formie i się zalicza. Ponieważ większość nauczycieli stawia 2-3 oceny w półroczu, wystarczą dwa poprawione “dopalacze”, aby mieć “święty spokój” i nie być atakowanym stwierdzeniami nauczyciela typu: “Aniu, z twoja inteligencją stać cię na piątkę?”. Kadra w średnich szkołach bywa ostatnio tak “namolna i spolegliwa”, tak bardzo chce uczyć, że trzeba być naprawdę zbuntowanym lub bez pomysłu na życie, aby nie kończyć, nie przejść przez szkołę jak się przechodzi np. grypę. Zdanie przyprawione ironią pokazuje, że w zaistniałej obecnie sytuacji nauczycielom bardziej zależy na sukcesie ucznia niż uczniowi, który “wszystko może, nic nie musi” – wiele rzeczy, w tym grę pozorów, system mu wybacza. Nauczyciel pozostaje nie dość, że bez “dziękuję”, to jeszcze jest obarczany odpowiedzialnością za funkcjonowanie całego systemu a często napiętnowany za słabe wyniki egzaminów zewnętrznych.

W latach 2015-2017 NIK podliczyła “popularność” oceny “dopuszczającej” na przykładzie matematyki.  Na świadectwach wydanych przez szkoły średnie aż 46% uczniów dostało “w prezencie” państwowego “dopka” za… chodzenie? Ale nie wszyscy, bo spora grupa mogła zostać skrzywdzona przez “spolegliwych i wierzących w nich” nauczycieli, którzy wbrew prawu zastosowali wobec podopiecznych “kosmiczne wagi”. Wszystko jest do sprawdzenia, ponieważ szkoła, uwaga, ma obowiązek zgrywać oceny na CD.

Suma summarum mamy dzisiaj “pokiereszowany”, bo różnorodny i zdemoralizowany system oceniania w edukacji głównie ponadpodstawowej z błyszczącą bez uzasadnienia gwiazdą “dopuszczającej”. Niestety, niewielu z 400 tys. nauczycieli i tysięcy ludzi nadzoru to dostrzega a gdy widzi, nie rozumie, o co tak naprawdę chodzi? W skrócie więc: za ten sam wysiłek uczeń w szkole A dostaje zupełnie inną ocenę niż jego kolega w szkole B. Mało. W szkole A u jednego nauczyciela uczeń Jan Nowak dostaje w półroczu 16 ocen a jego siostra bliźniaczka Ania Nowak z tego samego przedmiotu ale u innego nauczyciela dostaje tylko 4 oceny, mimo iż obu nauczycieli obowiązuje ten sam WSO zapisany w statucie i jedno PZO.

I ostatnie konsekwencje różnorodności szkolnych WSO: nie wiadomo czy nagrody dostają uczniowie właściwi i czy nie odbierają ciężej pracującym stypendiów np. Premiera, ponieważ są inaczej oceniani i ich oceny są inaczej uśredniane. Ania Nowak ma mniej szans na popełnienie błędów niż jej brat Jan (4:16 ocen), więc pewnie ona dostanie świadectwo z paskiem. A propos wyróżnień: nie ma pewności czy średnia 4,75 jest możliwa do uzyskania tylko w szkołach o niewłaściwych zasadach wyliczania średniej.

Ciuciubabka z dopuszczającą

Gdyby NIK zechciała dokonać spisu ocen ndst z matematyki, języków polskiego i obcego na półrocze w w/w latach, z pewnością ocena “dopuszczająca” przegrałaby z “niedostateczną”. Są bowiem szkoły średnie (może i podstawowe także?), gdzie na półrocze nie ma nawet jednego zespołu klasowego bez 30-60% wykazanych uczniów z “jedynkami”. Niektórzy “kreatorzy mody na bunt przeciwko nauce szkolnej” potrafią mieć po dziesięć ocen ndst. na półrocze, aby na koniec roku “cudownie zmobilizować się” i zdać do kolejnej klasy. To jasne, że z dużą pomocą kadry, która ma od lat zakodowaną zasadę postępowanie “z klientami szkoły”: “Dociskać na półrocze, odpuszczać na koniec roku”, bo nie będzie kogo uczyć.

Prawdziwy problem szkoły tkwi w próbie wydobycia się z przeciętności. Ocena “dopuszczająca” zdemoralizowała środowisko do tego stopnia, że edukacja przypomina ciuciubabkę. Ta dziecięca zabawa polega na tym, aby w zamkniętym pomieszczeniu (klasa, szkoła) zebrała się dość duża grupa osób (uczniów). Następnie jedna zasłania sobie oczy (nauczyciel) i próbuje kogoś złapać (czegoś nauczyć). Uczniowie “dopuszczający” w szkole średniej stoją cichutko w kąciku i udają, że ich nie ma. Najlepsi, ale też ci, którzy chcą mieć za free dobre oceny biegają wokół nauczycieli i robią sztuczny szum. Dzięki nim całość wygląda na aktywną, ale to tylko pozory. Wypisz, wymaluj – “genialna” praca w grupach, gdzie jeden pracuje, reszta “dogorywa z nudów” lub gra/ogląda seriale na smartfonach. Po pierwszych sprawdzianach i później po egzaminach zewnętrznych “wychodzi szydło z worka”. Pokazuje to poniższa tabela 1. z wynikami matur 2020.

Tabela 1

Wyniki staninowe matury 2020 z matematyki. Są bardzo podobne do matur językowych, więc nie wyolbrzymiajmy akurat wyników z matematyki.

W wierszu ze staniną 9. widać, iż najwyższy 89-100% przedział wyników zdobyło 4% całej zdającej ponad ćwierćmilionowej populacji. Egzamin w formie rozszerzonej zdawało około 28% z 260 150 tys. i także tylko 4% z nich osiągnęło najwyższy poziom. Mówimy więc o grupie 10406 osób w Polsce, co stanowi 0,23% wszystkich uczniów w kraju (4,5 mln.). To dla nich szkoła przez całe ich 12-13 lat edukacji:

  1. wprowadzała reformy;
  2. stworzyła fikcyjną i obraźliwą dla większości środowiska ocenę celującą w nowej skali 1-6;
  3. organizowała konkursy wiedzy pozaszkolnej;
  4. wynalazła średnią ważona;
  5. fundowała stypendia i nagrody rzeczowe;
  6. także dla nich wymyślono świadectwa z paskiem i szereg innych wyróżnień lokalnych związanych z tradycjami konkretnych placówek.

Państwo potrafi doceniać najlepszych, ale czy jest im potrzebne? Genialni uczniowie dostają sygnały od Rządu/MEN niczym zawodnicy na boisku: “Jesteście naszą chlubą i mamy dla was nagrody, bo w przyszłości stworzycie elitą kraju”. Stojący cichutko i czekający na dzwonek uczniowie “dopuszczający” zupełnie niezainteresowani nauką, niczego nie zyskują poza frekwencją i teoretycznym udziałem w zabawie towarzyskiej. Rząd ma dla nich “dopki” z matematyki, języka polskiego czy angielskiego. Jak miło? Powinni to doceniać, szczególnie ci przyzwyczajeni, że wszystko jest za darmo w sieci, więc i w realu też powinno.

Jako dorośli członkowie społeczeństwa możemy być dumni z tej “garstki” młodzieży, wybitnych matematyków i nie tylko, ale jako rodzice dzieci bez wielkich talentów do nauki przedmiotów szkolnych mamy nieodparte wrażenie wykluczenia.

Pamiętamy powiedzenie naszych dawnych nauczycieli, którzy dumnie twierdzili, że “tylko nauczyciel umie materiał na piątkę, uczeń co najwyżej na czwórkę”. W związku z tym dla kogo jest ocena celująca? Czy wprowadzając sześciostopniową skalę ocen, ktoś czasami nie przesadził z marzeniami o sukcesie nauki? Czy są wybitni nauczyciele do uczenia wybitnych uczniów?

Uogólniając, dziękujemy Bogu za 4% uczniów celujących w szkole. Mamy jednak obowiązek kształcić pozostałe 96% na możliwie najwyższym poziomie, którego nie uda się osiągnąć bez jednorodnego i transparentnego system oceniania obowiązujący we wszystkich szkołach.

“Szóstka” stała się dzisiaj jawną kpiną z systemu. Oto bowiem jej definicja obnażająca intencje ustawodawcy: “Ocenę celującą otrzyma uczeń, który posiadł wiedzę i umiejętności wykraczające poza wymagania edukacyjne określone na ocenę bardzo dobrą z przedmiotu w danej klasie, samodzielnie i twórczo rozwija własne uzdolnienia oraz np. kwalifikuje się do konkursów na szczeblu…”. Jak nauczyciel rozpozna czy uczeń przekroczył program nauczania? Napisze pracę (zadanie), jakiej nie napisałby nauczyciel? Czy szkoła daje wszystkim uczniom szansę brania udziału w konkursach i w ogóle czy jakiekolwiek organizuje, aby móc wysłać jednego lub grupę uczniów na konkursy wyższego szczebla? Kompromitacją są właśnie takie zapisy statutowe i prawne, które ośmieszają system, obnażając jego poważne wady: niedokształcenie nauczycieli i marazm szkół w zakresie organizacyjnym.

To dla 4% najlepszych uczniów z danego rocznika pisane jest prawo szkolne i co najgorsze: zadania na sprawdziany i egzaminy. Do tych “wybrańców” ma równać pozostałe 96%, podczas gdy do techników przychodzi młodzież bez umiejętności czytania i pisana, bez znajomości tabliczki mnożenia. Czy nie pachnie to utopią?

A co system ma dla zwykłych i słabych uczniów, którzy nie chcą się uczyć z książek ani słuchać nudnych dla nich formułek, historii, niepotrzebnych działań matematycznych lub chcą się uczyć tylko wybranych przez siebie treści? Darmowe “dopuszczanie”, czyli “przepychanie” z klasy do klasy.

Wyniki egzaminów zewnętrznych mówią wszystko: 60% maturzystów 2020 r. zdało egzamin na ocenę średnią lub poniżej, czyli na ocenę 1-2-3, ledwo 12% osiągnęło, powiedzmy “czwórkę”, 7% “piątkę”…

Procentowe rozłożenie grup staninowych maturzystów 2020.

Czas wrócić do poprzedniej skali ocen? Okazuje się, iż po wielu latach stosowania wydawałoby się atrakcyjnego “wachlarza zachęt” w postaci ocen, system się załamał. Jedynki są zarezerwowane tylko na półrocze, piątki i celujące dla wybitnych 4% uczniów a reszta jest… milczeniem.

Wielka porażka edukacji i niechybna jej zapaść to rzesza uczniów stojących cichutko w kącie i udająca zaangażowanie w zabawie w ciuciubabkę, ale tak naprawdę mentalnie nieobecna w szkole. Jakby treści nie zostały dopasowane do nich, są mało atrakcyjne lub uwspółcześnione, wyselekcjonowane, nie dość  wzorowane na androidzie, iOS’sie? Jak to zmienić? Unowocześniając dydaktykę, odchodząc od starych metod nauczania – podręcznik, tablica, kreda i oceniania – “widzimisię nauczyciela”?

Co zrobić z ostracyzmem kadry żyjącej mentalnie w PRL’u? No, może dzięki nauczaniu zdalnemu część “udomowiła” Skyp’a czy Teams’y, ale to nie wystarczy.

Jawny bojkot nowych technologii w środowisku nauczycieli ma dwa oblicza. Po pierwsze niechęci do reform, jakichkolwiek zmian, choćby systemu oceniania. Wiadomo, 400 tys. skazano na niekończące się dokształcanie za własne pieniądze, szkolenia, e-szkolenia, treningi, więc ileż można? Skutki przeładowania “wiedzą niepotrzebną” widać podczas analiz statutów szkolnych i WSO. Ścierają się tam ze sobą stare sposoby oceniania “na ładne oczy”, “widzimisię” z wypaczoną metodą wyliczania średniej ważonej.

Drugie oblicze ostracyzmu szkoły, rad pedagogicznych, dotyczy informatyzacji jako metody zmieniającej role nauczyciel, uczniowie, gabinet lekcyjny – teatr, w którym rządzą zasady ustalone przez nauczyciela, także jego nawyki i fobie. Przeniesienie działań edukacyjnych do internetu i zmiana ról, wykraczanie poza klasę i szkołę budzie uzasadniony lęk. Otwarcie się bowiem na internet oznacza transparentność systemu i możliwe zewnętrzne ocenianie przez widzów – gości, którzy nie muszą być spolegliwi wobec nauczyciela i systemu, ponieważ są z zewnątrz. Dla przykładu prowadzenie otwartego wykładu czy zajęć lekcyjnych online umożliwia dołączenie do nich osób trzecich, spoza szkoły i także z nadzoru. Oznacza to, iż praca nauczyciela musi przewidywać i liczyć się z reakcjami uczestników, ocenami innymi niż do tej pory. Wymaga też więcej w fazie przygotowań do lekcji, słowem jawi się jako utrudnianie życia i pracy, a przecież w innych profesjach tego nie ma.

Doświadczenia z konkursami EWM potwierdzają ostracyzm informatyczny i lęk przed ujawnieniem wyników. Zaproszenia do udziału szkół w darmowych wyzwaniach edukacyjnych, czyli tysiące e-maili wysłane do szkół w Polsce nie znalazły większego zainteresowania. Ponad 70% procent nie zostało nawet przeczytane. Dyrektorzy, nauczyciele nie mają nawyku czytania e-maili. Dodatkowo dyrektorzy boją się kompromitacji na zewnątrz, jeśli wyniki ich placówek zostaną upublicznione a w środowisku jest kilka innych placówek rywalizujących o nabór. Z kolei nauczyciele z góry zakładają, że nie ma “zdolnych uczniów” i nikogo nie można “wysłać” na ogólnopolski konkurs, mimo iż nie trzeba płacić a chodzi wyłącznie o posadzenie ucznia w klasie i pozwolenie mu na rozwiązania testu na własnym smartfonie w ciągu kilku minut. Ciuciubabka więc nadal będzie trwać…

Wnioski

Szkole nie jest potrzebna skala 1-6, wystarczy 2-5, jak dawniej, ale jedynka, ocena ndst. powinna zostać skreślona jako straszak i przyczyna frustracji uczniów. Wystarczyłaby “dwójka” jako ocena promująca ucznia bez zainteresowania nauką (nie wszyscy muszą chcieć), ale sumiennie pracującego i zasługującego na promocję (nie ma innych w szkole); “trójka” oznaczałaby ucznia gotowego na sukces i zainteresowanego nauką, któremu trzeba pomóc, “czwórka” zainteresowanego nauką, ale bez pasji, niezdecydowanego a “piątka” winna oznaczać utalentowanego i realizującego się w danej dziedzinie nauki – nie we wszystkich, ale jednej czy kilku.

Kolejnym elementem zmieniającym sposób patrzenia na edukację jest rewizja mitycznej już oceny 4,75 jako średniej oznaczającej wyróżnienie. Zasługuje na nie każdy uczeń dobry z wielu przedmiotów i bardzo dobry choćby z kilku, któremu szkoła zagwarantowała wiele szans na odkrywanie siebie i osiąganie sukcesów. Ma to oczywiście związek z systemem oceniania, który koniecznie musi zostać ujednolicony, ponieważ wszyscy uczniowie mają mieć takie same warunki do odczuwania radości z sukcesów szkolnych. Jeśli ten warunek nie zostanie spełniony, cała praca szkoły a przede wszystkim uczniów pójdzie na marne.


Strażnicy bramy – od kogo zależą zmiany?

Tytuł cyklu “Strażnicy bramy” to aluzja do przypowieści zawartej w “Procesie” Franza Kafki (zob. “Kafka i poszukiwanie szczęścia“). Jest tam mowa o strażniku pełniącym rolę odźwiernego bramy prawa, do której przyszedł prosty człowiek. Pragnie on pójść dalej, wejść za bramę, aby poznać prawdę o życiu i szukać szczęścia, ale strażnik go zatrzymuje, strasząc konsekwencjami i onieśmielając. Tak działa współczesna polska szkoła. Niby jest pełna empatii i marzeń o idealnych absolwentach, ale tak naprawdę nie bardzo wie, jakiego obywatela ma kształtować a ocenianiem “podcina mu skrzydła”. Kto ma zmienić ten stan rzeczy, jeśli nie świadomi “Strażnicy bramy”?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *