Podmiot liryczny

Mówiąc w dużym uproszczeniu, gdy po 190 tysiącach lat ewolucji człowiek zaczął odróżniać to, co ważne, od tego, co nieistotne, stał się homo sapiens – istotą myślącą. Zapragnął wówczas selekcjonować i systematyzować wiedzę o świecie. Wykształcił w sobie instynkt przekazu dydaktycznego wartościującego różne zjawiska potrzebne kolejnym pokoleniom do przetrwania. Tak pojawił się narrator, opowiadacz – “przekaźnik” i jednocześnie nauczyciel. Celem jego “pracy ściennej i kamiennej” było wyjaśnianie rzeczywistości, zapisywanie jej w pamięci potomnych.

Najpierw powstawał bełkotliwy ciąg “zdarzeń literackich” opisujących świat (mimesis). Tematy były różnorodne, ale zawsze: “najważniejsze”. Właśnie ten aspekt dominuje w literaturze i kulturze: ktoś chce przekazać coś, co jego zdaniem jawi się jako egzegeza istnienia, sedno sprawy. Warunkiem zrozumienia świata jest odkrywanie i powtarzanie prawdy tak długo, dopóki nie zostanie zrozumiana przez wielu ludzi. Narrator myślący, taki Pan Cogito w czystej formie, człowiek po wielokrotnym olśnieniu (katharsis), przekształcił się po wielu pokoleniach w podmiot liryczny. Widzimy jego dojrzałość u Horacego (“non omnis moriar”).

Sensem istnienia podmiotu lirycznego było i jest niezmiennie diagnozowanie (ewaluacja) człowieczeństwa, zdarzeń, emocji, wyciąganie wniosków, poprawianie błędów, nazywanie rzeczywistości. Bo tak naprawdę istnieje tylko to, co potrafimy nazwać. W ten sposób przetrwały idee i ucywilizowała się ludzkość, dzięki ciężkiej pracy podmiotu lirycznego (głos, podmiot mówiący, osoba mówiąca). Stał się swoistym perpetuum mobile, bytem niezależnym  określającym istotę rzeczy – kluczem poznania dobra i zła, jak mówią filozofowie.

Z życia i śmierci podmiotu lirycznego

Naukowcy odtworzyli stadia umierania człowieka na przykładzie grotołaza zasypanego w jaskini. Jego mózg odcinał kolejne elementy organizmu, spalając tkankę tłuszczową, mięśniową, oszczędzając wodę i sole mineralne przez wiele godzin i dni. Odłączał wszystko stopniowo w taki sposób, aby móc trwać i kontrolować procesy podtrzymujące życie. Ostatnia iskra zgasła, skończyło się życie konającego, gdy ustał głos podmiotu lirycznego. Pozostał tylko na jego twarzy  wykrzyknik nadziei, że nie wszystko jeszcze stracone…

Podmiot liryczny pojawił się jako ostatni element rozwoju cywilizacji kreowanej przez ludzki umysł. Wyłonił się z głębokiego szumu świata, ludzkiej wyobraźni i wrażliwości. Umrze jako ostatni, na pewno wszystkich nas przeżyje.

“Wyznanie podmiotu lirycznego”  i “Podmiot liryczny” – te dwa wiersze napisałem dla moich uczniów, aby lepiej zrozumieli, czym jest poezja, ale też dla miłośników wierszy, ich twórców, raperów, analityków, maturzystów i wszystkich poszukiwaczy prawdy o… sobie.

Roman Rzadkowski

Wyznanie podmiotu lirycznego Podmiot liryczny
Od homo rectus po homo sapiens
Dwieście tysięcy lat trwa ewolucja
Mamy problemy rozwojowe
Nie radzimy sobie z wykwitami osobowości
Jak na pizzy góry i doliny

Zaglądam do wnętrza kamieni
Szukam człowieka w człowieczeństwie
Nazywam uczucia i emocje
Pragnienia
Ponoć są mniej ważne
Sprawdzam możliwości
Cele i fronty
Potęgę smaku
Rozpustę myślenia
Postawę wyprostowaną
Prawdy żywe

Oskarżają mnie że
Opóźniam
Rozwój

Chełpi się rozum
Jest mega myślicielem
Totalny paranoik
Stygmatyk filozofii
Mojej ukochanej matki

Błysnął ostatnio
Dał wszystkim lodowate spojrzenia
Sztucznej inteligencji
Zabierze nas kiedyś na śmietnik
Historii planety
Nieświadomych skutków
Współczesności

Klikaj w wyświetlacz
Pisz swoje ekstra bity nowoczesności
Jednym palcem
Beze mnie ich nie nazwiesz
Nie przypiszesz

Wszystko co istotne
Daję wam
Abyście się miłowali
Gdybym nie nauczał czuć i myśleć
Dostrzegać potrzeb
Tłumić pożądań…

Tyle świata i życia masz
Ile potrafisz nazwać
Pamiętaj
Postęp nie byłby możliwy
Bez poezji
A poezja to

Ja

18.05.2020 r.

Żądam wiersza bez grymasów
Historycznych wygibasów
Ściągających mi koszulę
Wpychającą w każdą dziurę

Dosyć mam już poetyki
Rymów wiersza i krytyki
Każdy mądrze się uśmiecha
Liczy mierzy jak warzecha

O! wolności daj mi sidła
Niech odłowię te straszydła!

Co czułem
Co robiłem
Z kim i gdzie byłem
Gdy Tak lub Nie mówiłem

Dopisz sam do moich słów
Swoje myśli i bądź zdrów

Podmiocie liryczny bez imienia
Ścigam swe ostatnie tchnienia

Wpędzam konia w myśl pogoni
Lejce wciskami do Twej dłoni

Odczep się
Usamodzielnij
Sam się
W sobie
Odmizernij

08.06.2020 r.

Postawa archeologa

Interpretacja poezji to radość z odkrywania swego świata a nie “śledztwo w sprawie” zupełnie obcego człowieka. Im bardziej obudowujemy analizę, tym mniej z poezji “zasysa” uczeń, zwykły czytelnik, którego nie uczymy czuć, tylko każemy padać na kolana przed wielkim autorem, ignorując podmiot liryczny.

Trudno powiedzieć, jak to się stało i dlaczego tak się działo, że każdy kolejny poeta musiał, czuł się w obowiązku pisać wedle przyjętych przez klasyków norm. Mijały stulecia, ludzie stawiali sobie kolejne cele i poszukiwali priorytetów rozwoju a poeci zajmujący się pisanie wierszy zaczynali od teorii literackiej. Uczyli się narzędzi, aby je później wykorzystać. Dobrowolnie przejmowane normy i wzorce musiały wszak męczyć i ograniczać twórczo. Z pewnością były wyzwaniem językowym. Klasycyzm renesansowy podjął się nauczania i tłumaczenia dzieł starożytnych na narodowe, barok zaś spowodował erupcję środków stylistycznych, wzbogacając język poezji.

Poeci to zecerzy form klasycznych i kwantyfikatorów.

Podmiot liryczny od czasów renesansu stawał się ważnym społecznie głosem narodowym wyzwolonym spod wpływu łaciny. Był więc bystrym obserwatorem rzeczywistości i z wrażliwością przelewał na papier to, co społecznie wydawało się ważne. Korzystał z dobrodziejstw gatunkowych, aby poruszać różne kwestie w podniosłych i patetycznych pieśniach, wesołych fraszkach i dydaktycznych bajkach. Ogromną wartością, jaką wnosił do życia społecznego, było rozwijanie kodu językowego w procesie komunikacji, ale też uczył nas świadomości społecznej i patriotyzmu. Czytelnicy kształcili się, bo poezja uczyła nowych pojęć.

Wiek XIX przyniósł zwrócenie się do wnętrza ludzkiego, aby tam odkrywać proste – pierwotne wartości (także miłości do ojczyzny) i uczucia. Lubował się w tym romantyzm a wszystko skomplikował modernizm, bo artysta pragnął się wyzwolić z nakazów użyteczności i mimetyzmu świata poetyckiego. Jakkolwiek rygory gatunkowe i rodzajowe zawsze były niepodważalne. Mimo wielkiego buntu przeciwko próbom narzucania norm, misji, utylitarności sztuce nawet moderniści hołdowali zasadzie posłuszeństwa gatunkom znanym od klasycyzmu. Aż dziwne i czasami wydaje się niedorzeczne kontynuowanie dogmatu twórczego mówiącego, iż jeśli chcesz być poetą, wchłaniaj teorię literacką, wiąż swą wypowiedź rymami.

Dopiero po doświadczeniach z wierszami Norwida, Sztuki dla sztuki i Awangardy międzywojennej podmiot liryczny ukrył się za środkami wyrazu, aby z czasem “odkleić się” od autora, ale też nie na zawsze.

Dwie nazwy: autor i podmiot liryczny (osoba mówiąca czy głos) do dzisiaj są ze sobą łączone. Implikuje to swoiste traktowanie poezji a przełożyło na proste pytanie do uczniów przed i po czytaniu wiersza: “Zastanówmy się, co autor chciał nam powiedzieć?”. I zaczyna się analiza, można rzec: archeologiczna. Polega na rozwiązywaniu swoistego rebusu, co ma zdemaskować “Podmiot liryczny”.

Aby zrozumieć wiersz złożony z kilku wersów lub strof, należy najpierw zbadać biografię poety, ustalić datę napisania wiersza, co działo się wówczas w jego życiu, jakie były kierunki w sztuce i literaturze włącznie z głównymi hasłami, aby następnie przejść do samego wiersza i badać każde słowo! Odnosić je także do symboliki i tytułu, odczytywać metafory, zauważać epitety, porównania i przerzutnie, synonimy znaczeń. Trzeba umieć nakreślać problemy i wątki, aby później złączyć wszystko, cały collage odczuć i wrażeń, myśli i spostrzeżeń, w jeden obraz i móc powiedzieć, iż jest to dzieło o tym lub owym.

Badacze poezji zwani historykami literatury lub krytykami nigdy nie kończyli pewnikami, choć ich opinie miały być decydujące, wiążące(!), czasami ważniejsze od intencji twórcy. Woleli nie zamykać sobie drogi do analiz i interpretacji symetrycznych, przyczynków, stawiania dzieła w nowym świetle przeinaczeń biograficznych, politycznych, towarzyskich itd.

Nie tak poezja jak krytyka stały się nieprzemijające, najważniejsze. To opinie historyków narzucają nam wartości, nie poezja, wiersze, nie podmiot liryczny.

A co się dzieje, gdy politycy zamawiają interpretację zgodną z własną “teorią poznania”, gdy narrator streszcza słowa podmiotu lirycznego, nie pozostawiając żadnej drogi ucieczki odbiorcy? Świat się wykoleja, ludzie masowo giną, mordując się nawzajem na całkiem realnych, niepoetyckich polach bitewnych.

Podmiot liryczny wyzwolony

Jeśli chcemy uchronić intymność liryki, wyznania podmiotu lirycznego, koniecznie musimy przywrócić mu anonimowość.

Rozwód autora z jego wypowiedzią liryczną ma nastąpić dla dobra całej kultury. Potrzebny jest wciąż głos subiektywny i niezależny a takim jest w istocie wypowiedź liryczna.

Utożsamianie jej z konkretną sytuacją i osobą, osobami, bohaterami lirycznymi, spłyca i zawęża wymowę dzieła literackiego. Odbiera mu uniwersalny przekaz, przekierowując uwagę odbiorcy na biografię, politykę, prądy, nurty społeczne itd., czyniąc z analizowanego wiersza element poznawania artysty a nie siebie samego.

Współczesny czytelnik nie ma czasu na zatrzymanie się i poznawanie innych ludzi. Nakaz archeologicznych badań wiersza wspierany historią i teorią literacką kojarzy jako odbieranie mu prawa do samodzielnych wyborów. Pytanie znane rodzicom i dziadkom z lekcji języka polskiego “Co poeta chciał nam powiedzieć?”, nikogo dzisiaj nie obchodzi, zważywszy na fakt, iż z reguły odległość pokoleniowa między arcydziełami poezji a młodymi umysłami dzieli kosmiczna przepaść czasowa.

Uwolnienie podmiotu lirycznego od konkretnej sylwetki i doświadczeń życiowych autora nie jest kradzieżą własności i wartości intelektualnych. Jest tylko skorzystaniem z naściennych malowideł umieszczonych przed tysiącami lat w jaskiniach po to, aby człowiek współczesny zauważył, że nosi w sobie podobne wartości, ale jeszcze ich nie nazwał.

Spotkanie z poezją nie jest grzebaniem w historii i prehistorii niczym archeologowie, ale próbą odnajdywania siebie w sobie i we współczesnym świecie. Ten zaś jest w szkole reglamentowany.

Analiza wiersza jawi się jako patrzenie w lustro, gdzie oprócz ciała widać lub nie widać określonych stanów ducha i wartości. Kojarzą się one lub nie z… czymkolwiek, podobają się lub nie, wzbudzają emocje pozytywne lub negatywne, ale zawsze są kluczem do ustalanie pewnych własnych i osobistych doznań. Mówienie o nich głośno jest dzieleniem się z intymnością.

Dlaczego lustra najczęściej wieszamy w domowych łazienkach? Dlatego że drzwi do nich możemy zamknąć i zostać na chwilę sami ze swoimi wadami, aby je korygować. To też jest ważna rola poezji.

Interpretacyjny spoiler

Smuci traktowanie poezji niczym zamkniętego rozdziału. Jakby podmiot liryczny wyraził się w określonej przestrzeni historycznej i “jemu już dziękujemy”, umarł, odszedł, żegnaj…

Nie o to chodzi w analizie wiersza i w ogóle w poezji, w sztuce. Każdy pisarz i poeta pragnie poruszać się w świecie uniwersalnym, transcendentnym, pozbawionym ram czasowych. Zatem analizy dokonywane z uwzględnieniem epok i specyfiki uwarunkowań społecznych, wydarzeń  na świecie i życiorysu autora to inny świat, nieaktualny dla współczesnego czytelnika i nieatrakcyjny.

Aktualna i współczesna analiza dla ucznia, a także dla czytelnika, to pytanie: “Co ja -odbiorca czuję, czytając słowa wyznania podmiotu lirycznego?” lub “Ja jestem podmiotem i ja chcę coś o sobie wyznać, co to jest? Właśnie uczę się nazywać?!” – próba zrozumienia siebie poprzez pryzmat słów, metafor, symboliki poezji i jej wieloznaczności to jej wielkość i transcendencja.

Przyzwyczailiśmy się metodą szkolną ważyć słowa i odczytywać znaczenia przesłania podmiotu lirycznego umieszczonego w konkretnej rzeczywistości. Dobrze, niech to będzie pierwszy krok do analizy spełnionej. Drugim ma być transpozycja, uwiarygodnienie wyznania lirycznego poprzez życiowe doświadczenia odbiorcy.

Jeśli poezja i jej odbiór będzie krążył wokół odbarwienia czy kalkulowania intencji twórcy, nie ma sensu o niej mówić. Dlatego że czytelnik może wykazać się daleko idącym ostracyzmem wobec postawy artystycznej. Sztuka w związku z tym ma być użyteczna niczym lustro, w którym przegląda się odbiorca.

Współczesny czytelnik poezji, wsłuchany w głos podmiotu lirycznego, to “biorca organów jestestwa”, jakie przeżywa. Gdy odmawia mu się tego współuczestnictwa w samokreacji w zetknięciu ze sztuką, odrzuca ją i o niej zapomina. Tak uczniowie ją traktują, aby skopiować właściwe odpowiedzi i uciec od niej jak najdalej, bo jest zbyt wymagająca: historia i teoria literackiej.

Dlaczego odbiór poezji to jej współtworzenie? Liryka sama w sobie niesie intencje inspiracji postępem, zmianami, ruchem, syntezą celów. Zatem poszukiwania w niej emocji, źródeł celów i sensów tylko w przekroju historycznym a nie obyczajowym ważnym dla odbiorcy pozbawia ją aktualizacji i szufladkuje w przeszłości. Z kolei odbiorca sztuki poszukuje wartości dla teraźniejszości i przyszłości, ponieważ przeszłości nie da się zmienić.

Można powiedzieć, iż poezja jest swoistym horoskopem dla dusz zanurzonych w jej treść. Dramat i epika rządzą się innymi środkami wyrazu i oczekiwaniami. Poezja jest sferą intymną dziania się zewnętrznego na scenie i w narracji.

Podmiot liryczny to każdy z nas, żywy i wyczulony na życie, nie na śmierć, nie na przeszłość i historię. To właśnie teraźniejszość i przyszłość jest kluczem do analizy także szkolnej dzieł poetyckich.

Nic a nic…

CKE uznała, że egzaminatorzy maturalni to najlepsi interpretatorzy poezji. Mają jako jedyni “licencję na zabijanie” (parodiując 007) ducha poezji  żyjącego w duszach abiturientów, którzy zmagali się z czytaniem i analizą wierszy przez co najmniej 12-13 lat. Na maturze egzaminatorzy ocenią czy “Koncepcja (analityczna zdającego) jest niesprzeczna z utworem, spójna i obejmująca sensy niedosłowne?”. No właśnie, “sensy niedosłowne”, więc jakby niesprawdzalne lub wyczuwane duchem. To znaczy, że nie jest ważne “czucie i wiara” piszącego. Ma podejść do zadania instrumentalnie, archeologicznie, mówiąc metaforycznie: wyciągnąwszy wagi i termometry, miarki i mikrometry, ma zważyć, zmierzyć temperaturę, wzrost i wagę podmiotu, popisując się fanfaronadą nagromadzonych pojęć teoretyczno- i historycznoliterackich zamiast pisać o sobie? Nie o to chodzi w poezji.

Prawdziwej analizy wybrzmiewającej z wnętrza odbiorcy egzaminator może nie zrozumieć, ma prawo. Bez klucza interpretacyjnego nadesłanego z CKE, czyli “przetrawionego i wyplutego dzieła” nawet nie ma szans – “sto pociech”, bo “nic dwa razy się nie zdarzy”.

Pewnego dnia w komentarzu na lektury.kochamjp.pl pojawił się wpis komentatora oskarżający analityka o dezynwolturę.  Przegapił w strofie drugiej wers trzeci(!), “jak mogłeś!?” – pretensje. Podmiot napisał o rozstaniu a w interpretacji nie pojawiła się wzmianka o tym, że Autor musiał wyjechać w tym czasie za granicę. “Tak, to poważny błąd” – żachnął się analityk. W pierwszym odruchu rzucił się sprawdzać życiorys artysty. I dopiero po chwili “głośno przyznał”:

– Nic mnie to nie obchodzi, nic a nic! Nie szukam w poezji ludzkich historii, grobowców uczuć, nie prowadzę śledztwa dusz, aby cieszyć się ich poprawnym odczytywaniem. I tak nie można tego skonfrontować z podmiotem i autorem? Nikt moich sensacji nie potwierdzi, więc nie tak patrzę na poezję. Szukam siebie, swojego głosu w intymności liryki. Jeśli nie odnajduję w jednym wierszu, szukam w kolejnych. To jest mój dom, tu mieszkam, w środku, to ja jestem podmiotem, inni mnie nie interesują, nic a nic…

Analityk i maturzysta?

Gdyby dzieła poetyckie z minionych epok, od czasów Kochanowskiego i Mickiewicza, nie zostały dogłębnie przeanalizowane pod względem gatunkowym i znaczeniowym, włącznie z odczytaniem odniesień do epok, sytuacji politycznych i społecznych, mitologii, religii, obyczajów, wydarzeń z życia autorów, co by się stało? Dla czytelnika nic by się nie zmieniło. Dla autorów i owszem, cała ich twórczość mogłaby zostać pominięta, niedoceniona, zmarginalizowana. Nie nazywano by ich ojcami poezji polskiej czy wieszczami, ponieważ nie zestawiono by ich dorobku z innymi autorami. Tak więc teoria i historia literacka to narzędzie także do oceniania jakości twórczości.

Dlaczego dla czytelnika nic by się nie zmieniło? Rozważmy przykład. Otóż, jeśli tren, gatunek wiersza żałobnego przeczyta dziecko, domyśli się, że to wiersz o stracie i smutku, żalu po utracie kogoś bliskiego. Co nam daje znajomość teorii literackiej w tym przypadku? Wiedzę, że Kochanowski dołączył do grona osób piszących tego typu cykle liryczne. Co da nam wiedza o tragedii życiowej, ojcowskiej w tym momencie? Dziecku i młodzieży nic, no, może nauczy trochę empatii i okazywania współczucia. Najwięcej da dojrzałemu czytelnikowi będącemu rodzicem. Poziom empatii i współczucia, percepcji i rozumienia żalu autora będzie największy u osób, które przeżyły podobną stratę, tragedię życiową.

Zastanówmy się więc, czy dając do czytania dzieciom na lekcji treny Kochanowskiego możemy liczyć na pełne zrozumienie tych utworów? Z pewnością nie. Czy zatem nie wydaje się sztucznością ocenianie uczniów za to, w jakim stopniu zrozumieli i rozpisali na dziesiątki zdań analizę wiersza, którego nie mogą rozumieć z racji braku rzeczywistych odniesień do treści? Tak, to jest sztuczne wymuszanie emocji tam, gdzie ich nie sposób znaleźć A jednak tak się dzieje, nauczyciele oceniają, egzaminatorzy sprawdzają czy rozprawka: analiza wiersza jest zgodna z intencją dzieła. A jeśli tych intencji jest kilka lub uczeń nie rozpozna, bo nie czuje tej głównej i źle postawi tezę? A czy egzaminator musi ją rozpoznać? Cóż, za niego rozpoznała ją CKE, wysyłając mu klucz odpowiedzi, aby wszystkie komisje oceniały tak samo.

Dopiero teraz, biorąc głęboki oddech, możemy postawić pytanie o etykę “badania ucznia” pod kątem interpretacji wiersza, którego treści tak naprawdę ma prawo nie rozpoznać, chyba że “wałkował” to na lekcjach i nauczył się “jedynie słusznej interpretacji” w szkole. Lecz czy o takie podejście do poezji chodzi? Cóż, w szkole, gdzie uczymy podstaw analizy i interpretacji wiersza, o takie analityczne i teoretyczne podejście właśnie chodzi, nic więcej? Nic więcej.

Nauka stawia przed nami wymagania nabycia umiejętności rozkładania wypowiedzi lirycznej na określone elementy. Jednak gdy w grę wchodzi interpretacja, to już zupełnie możemy różnić się od siebie, ponieważ doświadczamy i odczuwamy życie inaczej niż drugi człowiek. Do tego pojawiają się jeszcze problemy z umiejętnością przekazywania swojej intymnej wypowiedzi. Dlaczego intymnej? Bo nie dość, że liryka to rozmowa o wnętrzu człowieka, czyli jego sprawach intymnych, to jeszcze i interpretator ma swoje własne do niej skojarzenia, także osnute prywatnością.

Gdy się wczytujemy “dogłębnie” w analizy i opracowania naukowe wierszy, dostrzegamy, zależnie od praktyki i doświadczenia życiowego, że bywają one swoistą cenzurą treści. O pewnych sprawach np. obyczajowych lub filozoficznych autorzy analiz nam mówią, wręcz głośno krzyczą, a inne pomijają. Następnie między sobą także potrafią się kłócić o priorytety lub ustalają dogmaty interpretacyjne, czyli prawdy niepodważalne, których pominięcie traktowane będzie jako “sprzeczne z intencją dzieła”.

Wielcy badacze poezji, czasami więksi niż poeci, których “odkryli dla świata, tłumacząc ich wiersze z polskiego na nasze”, wydają się czasami ważniejsi od autorów wierszy i pełnią rolę wieszczy: “Ten poeta to wielki talent, ma dopiero szesnaście lat a już…” lub “Poezja tej autorki zasługuje na Nobla, bo nikt jak ona…” I czasami mają rację, choć pewne sfery przemilczają, drażliwe dla siebie lub społecznie, czyniąc z nich tabu.

Więc czy czytelnik, odbiorca poezji musi przejmować się teorią literacką i “archeologią” interpretacyjną? Nie, nie musi. Bez teorii literackiej i znajomości życiorysów autorów, bez opracowań krytyków też musimy czytać wiersze. Nie ma innego sposobu na głębsze poznawanie siebie. A po co mamy “się zagłębiać”? Hmmm… Żeby nie być homo erectus, ale homo sapiens, czyli: nie możemy być zwykłymi barbarzyńcami lub troglodytami. To bez poezji jesteśmy zwykłymi prostakami? Nie, bez poezji nas po prostu nie ma.

Ale! Niczego nie musimy, chyba że płacą nam za analizy lub gdy jesteśmy maturzystami zdającymi egzamin właśnie z analizy i interpretacji wiersza. No, cóż, wtedy nie mamy wyjścia, musimy mieć w głowie kilka słowników i tyle samo opracowań, bogatą wyobraźnię i słownictwo, szerokie i otwarte horyzonty myślowe etc.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *