Szkoła barbarzyńców

Edukacyjna wartość dodana (EWD) to wskaźnik pokazujący szkole, jak na przestrzeni kilku lat kształtowały się wyniki egzaminów zewnętrznych. Tak jakby nie wystarczały dane surowe, statystyczne lub staninowe, które normalną koleją rzeczy omawiało się wszędzie i analizowało także przed powstaniem EWD. Od czasów gdy ów wskaźnik programowano i wdrażano stał się wielkim szkodnikiem. Jego szkodliwość polega na tym, że zmienił się w zwykłego straszaka na szkoły średnie i wybrane grupy nauczycieli, szczególnie językowców i matematyków, którzy wzięli sobie do serca potencjalną stygmatyzację i przenieśli swoje obawy na maturzystów. Rozpoczęło groźne dla edukacji zjawisko mogące nosić miano  “dezercji maturalnej”.

EWD  spowodowała, iż do tej pory spolegliwi acz wymagający pedagodzy zmienili się w żądnych sukcesów maturalnych barbarzyńców, dla których ważniejsze stały się wyniki matur uczniów niż uczniowie.

Wskaźnik EWD piętnuje placówki w środowiskach lokalnych, pokazując nierzetelne i zdawkowe dane wyrwane z kontekstu. Fałszowanie rzeczywistości i realnych możliwości nauczania w konkretnych placówkach polega na tym, iż zestawiane są średnie procentowe zdawalności maturzystów bez uwzględnia “dezerterów maturalnych”, czyli ilości uczniów w klasach maturalnych. Czasami zdarza się więc, że szkoła chwali się stuprocentową zdawalnością z historii, ale ukrywa, iż przystąpiło do tego egzaminu tylko 2 uczniów. Ponadto pokazywane są wyniki wyłącznie z matematyki i języka polskiego, a przecież na tych dwóch przedmiotach kształcenie się nie kończy, ani nie zaczyna.

Licealiści są zakładnikami systemu, bo w rzeczy samej, dla nich szkoła średnia to dopiero drugi etap przygody z nauką i zdobywaniem wykształcenia. Zatem nie mają wyboru i muszą podchodzić do matury. Technicy bodaj na pół roku przed maturą mają już zawód, więc nie czują ciśnienia maturalnego. Dziewczęta rozglądają się za stałymi partnerami, młodzieńcy za pracą za granicą a czas jakoś szybciej niż zwykle mija. Z początkiem lutego maturzyści definitywnie i ostatecznie muszą podjąć decyzję: “Zdawać czy nie zdawać? Oto jest pytanie?”. Właśnie wśród uczniów techników rozgrywa się najwięcej “dramatów” związanych z podejmowanej pierwszej samodzielnej decyzji mogącej zaważyć na całym życiu i jego jakości materialnej. Przynajmniej wierzymy w to dzisiaj, iż wykształcenie otwiera przed młodym człowiekiem więcej drzwi do szans na lepiej płatną pracę.

Nauczyciele techników bojący się porażki maturalnej i niższego niż w latach poprzednich EWD przekonują wielu rozleniwionych maturzystów z niskimi ocenami na półrocze słowami np.: “Jeśli wycofasz deklarację, porozmawiamy o ocenie pozytywnej na koniec roku. Jeśli nie, będziesz pisał poprawkę lub powtarzał klasę”. Mówimy o dorosłych ludziach, pokoleniach, które współcześnie niczego nie muszą, wszystko mogą i często mają w nosie sukces naukowy, zależy im wyłącznie na przechodzeniu z klasy do klasy, co wyraźnie widzą nauczyciele odpowiedzialni za wyniki.

W odniesieniu do uczniów termin barbarzyńcy oznacza kogoś, kto może, ale nie chce się kształcić. Przy obecnym niżu demograficznym i kilkuset uczelniach wyższych w kraju barbarzyństwem jest niewykorzystanie tej szansy. Wystarczy wysilić trochę głowę, aby mieć “papierek OKE” i dać szansę uczelniom…

Jakkolwiek barbarzyństwo nie kończy się na lenistwie uczniów pozbawionych motywacji, bo lenistwem intelektualnym grzeszą też nauczyciele. Wstrząsające są dane z badań NIK przeprowadzone w latach 2015-2017 wokół nauczania matematyki w szkołach średnich. Aż 16,6% maturzystów w tych latach nie zdało matury. Na niekorzyść systemu i EWD przemawiają dane mówiące o tym, że aż 42% uczniów ma oceny dopuszczające na koniec rocznego okresu klasyfikacji, czyli jest w stanie zrozumieć nieco ponad 25% materiału, aby otrzymać ocenę promującą. Przerażająca jest świadomość, iż gdyby nie było oceny dopuszczającej (funkcjonuje od 1999 r.), 42% uczniów musiałoby zdawać poprawkę lub nie zdałoby do następnej klasy w czerwcu. W opinii NIK niski wynik nauczania matematyki jest spowodowany brakiem podziału na grupy pod względem zaawansowania wiedzy i niedostosowanie wymagań do możliwości uczniów.

W 2019 roku do matury przystąpiło 247 230 absolwentów szkół ponadgimnazjalnych, w tym 156 352 osoby to licealiści a 90 878 to technicy. Póki co, nie ma danych co do liczby osób, które zrezygnowały z matury w technikach, bo w liceach ten odsetek jest z pewnością niższy. Nie można założyć, że za raportem NIK kryje się cyfra np. 5-9% uczniów z rocznika, którzy nie przystąpili do matury, będąc pewnymi, iż nie mają szans lub odstraszyli ich nauczyciele. Wydaje się celowe dokonanie takich wyliczeń.

Winą za “dezercję maturalną” można obarczyć dyrektorów szkół przymykających oczy na zjawisko zastraszania uczniów i nauczycieli przerażonych wizją EWD, a także wspomnianą wcześniej stygmatyzacją.

W technikach, gdzie “dezercja maturalna” jest zjawiskiem dość wyrazistym, wydaje się zasadne domniemywać, iż główną rolę w odstraszaniu uczniów od podejmowania wyzwania maturalnego są matematycy. Język polski i angielski zupełnie nie odstraszają, z polskiego zawsze “coś się napisze”, z angielskiego “trafi się w testach”, ale z matematyki nie jest tak różowo.

Z punktu widzenia pedagogiki, jeśli dorosły człowiek podejmuje przemyślaną decyzję i rezygnuje z matury, należy to uszanować. Gorzej, jeśli uczniowie z tezą o niezdawaniu matury z powodu matematyki chodzą na ustach już od pierwszej klasy. Oznacza to, że ta grupa nauczycieli stawia przed uczniami za wysokie wymagania lub stawia je program nauczania. Część z matematyków na pewno bez głębszych refleksji tworzy zapory w postaci za wysokich wag przy obliczaniu średniej ważonej (infografika).

Aktualnie w szkole średniej wskaźnik EWD jest liczony tylko dla języka polskiego i matematyki. To niebywałe, że efektywność całego systemu edukacji jest oceniana na podstawie pracy wyłącznie grupy kilkunastu tysięcy polonistów i matematyków!? Mamy około 400 tysięcy nauczycieli, bodajże około 1,5 mln uczniów, liczną grupę urzędników i pracowników oświaty w strukturach samorządowych a tylko nieliczni tak naprawdę tworzą jakość edukacji!? Czy poloniści, językowcy, matematycy zarabiają więcej niż inni nauczyciele?

Bezzasadność istnienia EWD potwierdza brak reakcji całego systemu dostającego niestrawności. Po stwierdzeniu np. nijakość pracy dydaktycznej w wielu placówkach widać rozłożone bezradnie ręce: “No tak, demografia, spadek prestiżu nauki na rzecz pracy zarobkowej nieletnich, emigracja, wtórny analfabetyzm, życie w wirtualnym świecie, nieczytanie lektur itd.”. Pojawiło się więc wiele tłumaczeń przyczyn spadku poziomu nauki, a że są to czynniki niezależne od szkoły, analiza wskaźnika kończy się na produkcji tzw. “programów naprawczych” pisanych taśmowo przez wybranych nauczycieli, którym EWD pogroziło palcem. Reszta rad pedagogicznych może mieć ambiwalentny stosunek do systemu, ale językowcy i matematycy muszą się mieć na baczności. Szok!

Jeśli choćby jednemu z uczniów, który mógłby zdać maturę w ostatnich latach, o czym się nie dowiemy, przerażony odpowiedzialnością za spadek EWD językowiec czy matematyk odebrał szansę spróbowania, to cały system ze wszystkimi wskaźnikami ma twarz barbarzyńcy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *