Ob­raz War­sza­wy i jej miesz­kań­ców w dra­ma­tycz­nym mo­men­cie hi­sto­rycz­nym. Omów za­gad­nie­nie na pod­sta­wie opo­wia­da­nia Pro­fe­sor An­drews w War­sza­wie Olgi To­kar­czuk. W swo­jej od­po­wie­dzi uwzględ­nij rów­nież wy­bra­ny kon­tekst.

Miasta, szczególnie te stare, mają do opowiedzenia niejedną historię. Ze wszystkich metropolii Polski wyróżnia się szczególnie Warszawa – stolica i zarazem tetr tragicznych wydarzeń minionych wieków. Dramatyczne zmagania naszego narodu z najeźdźcami, potworne zbrodnie socjalistów – wszystko to zapisane jest na murach tego miasta, ale również pośród serc jego mieszkańców. Ułożony z tego portret to mozaika ludzi szlachetnych i obojętnych, przede wszystkim jednak starających się przetrwać dramatyczne momenty historii. Literatura uchwyciła ten obraz Warszawy, który kolejne pokolenia mogą teraz poznać na łamach rozlicznych dzieł. Aby go ukazać, poniżej wybrano dwa z nich: Profesor Andrews w Warszawie Olgi Tokarczuk i wiersz Śpiew murów Tadeusza Gajcy.

Profesor Andrews w Warszawie początkowo trudno jest umieścić w jakimkolwiek okresie. Wiemy jedynie, że tytułowy bohater, angielski profesor psychologii o polskich korzeniach, przylatuje do stolicy w sobotę. Nie zna on całkowicie języka, co utrudnia mu zrozumienie otaczającej go metropolii. Tymczasem jego przewodniczka mówi o pewnych niepokojach, a jej narzeczony nerwowo szepcze z do kogoś przez telefon. Kiedy profesor budzi się w niedzielę przed południem, a na zasypanej śniegiem ulicy stoi czołg, nareszcie rozumiemy – jest 13 grudnia 1981 roku. Bohater jednak nie rozumie, że właśnie utknął w samym środku stanu wojennego. Jest tu obcy i nie rozumie tego kraju, dzięki czemu jednak w sposób zupełnie subiektywny może ocenić Warszawę pod batem totalitarnego reżimu.

Obraz ten wydaje mu się szary, tak bury, iż przenosi się nawet na biel śniegu. Ten opis nie jest jedynie wrażeniem estetycznym – Warszawa to metropolia porażona marazmem, obojętnością godną ofiary wieloletniej przemocy. Ten szary kolor widziany przez profesora to metafora tego chocholego tańca stolicy. Jego uczestnikami są mieszkańcy, których Andrews ocenia jako najbardziej nieprzyjazny naród świata. Są bowiem dziwnie ospali, nie uśmiechają się. Przygniata ich bezsilność, wyrażona przez wizję kobiety patrzącej tępo w okno baru mlecznego. Jedyne co wybudza ich z tego marazmu to obawa, kiedy w sklepie dostrzegają idących żołnierzy z psem. Ten sklep stanowi jednak kolejną ciekawą sprzeczność – mimo swoistego letargu, warszawiacy załatwiają codzienne sprawy, szykują Wigilię. Nie ma w nich więc nadziei czy woli walki, jest jednak atawistyczna chęć przetrwania. Siła ta pozwoli miastu trwać, kiedy terror komunizmu się zakończy.

Oprócz obojętności Andrews spotyka się również z wyrazami serdeczności i empatii. Małżeństwo o czerwonych twarzach częstuje go jedzeniem, polewa bimber i zaprasza do własnego domu. Okazują serce, widząc zagubionego pośród niezrozumiałej rzeczywistości człowieka. Sterroryzowanego niczym całe miasto, brata z dalekiego kraju.

Wiersz Tadeusza Gajcy Śpiew murów nie opiewa do końca żadnych dramatycznych wydarzeń z życia Warszawy. Jest on raczej ukazaniem, jak dzieje poszczególnych ludzi budują to miasto, tworząc wielowymiarowy byt z żywą historią. Gajcy opisuje Warszawę nocą, miasto gdzie w murach słychać przemawianie duchów. Są to cienie umarłych na ulicach, ludzi dotkniętych piętnem II wojny światowej. Widzimy wspomnienie ich normalnego życia, zwyczajne epizody o tragicznym zakończeniu. Jest tam opis dziewczyny zabitej w drodze po chleb oraz kobiet wynoszących kogoś z pożaru. Dowiadujemy się o czekających na bochenek w domu i kreślonych do ukochanego słowach. Ulice dotknięte zostały też walką. Żołnierz opowiada, jak ciemność pochłonęła go, gdy rzucał granatem w kierunku niemieckiego czołgu.

Gajcy opisuje Warszawę i jej mieszkańców jakby nie można było ich rozdzielić. Mury odbijają echo wieków, pokoleń, które w nich żyły. Byli to ludzie, którzy chcieli przetrwać na tle tragicznych wydarzeń. Zwyczajni, choć dotknięci tragedią. Poeta podkreśla przy tym, że Warszawa nie jest nekropolią – miastem umarłych. To żywa społeczność, która musi starać się wykorzystać każdą chwilę. Niosą bowiem na swoich barkach odpowiedzialność przed tymi, którzy przemawiają nocami poprzez mury. Muszą żyć za nich, jako kolejne pokolenie warszawiaków.

Miasto to nie tylko mury, drogi i kanalizacja. To przedziwny konglomerat budynków i ludzi, ze wszystkimi powiązaniami między nimi. Sięga on poprzez historię, stając się wielowymiarowym tworem o monumentalnym wydźwięku. Warszawa, poprzez swoje burzliwe dzieje, dowodzi tego najlepiej. Obraz tego miasta na tle dramatycznej historii to mozaika bohaterstwa i obojętności, ale przede wszystkim chęci przetrwania. Warszawa była niczym drzewo, które zawsze odrasta od korzenia. Wielokrotnie ścinane, nie zawsze dzielnie się przed tym broniące, zawsze jednak pełne wewnętrznej witalnej siły. To właśnie ona pozwoliła odbudować się stolicy po powstaniu, przetrwać stan wojenny i niezliczone inne burze historii. Z pewnością też będzie tak w przyszłości.

Dodaj komentarz